Powrót 

Wybór na podstawie „Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich“, tom V.
Litera „M“ — Malbork.

Na skróty: Malbork, a w tym:
Opis zamku, Historya zamku, Wojewodztwo malborskie, Miasto, Powiat malborski, Dekanat malborski.

Malbork al. Malborg, niem. Marienburg (dok. Castrum S. Mariae, Margenborg, Maryngburgh, Marginburg, Marienborch, Mergenburg, Marienburgk, Mergenborch, Mariaeburqum), miasto pow. w Prusach zachod., w obwodzie regencyi gdańskiej, nad praw. brz. Nogatu, 6 mil na wsch. od Gdańska, 4 mile na zach. od Elbląga, 69 kil. od Iławy, 149 od Mławy odległe. Najpiękniejszą ozdobą miasta jest starożytny zamek krzyżacki, który dominuje nad Żuławami całemi. Tu rezydowali wielcy mistrzowie krzyżaccy odr. 1309—1457, tu nieraz ważyły się losy Prus całych. Sądzą, że został zbudowany na podobieństwo pałacu dożów w Wenecyi, gdzie zakon krzyżacki miał swą siedzibę od r. 1291 do 1309. Po upadku zakonu podupadł i zamek; dopiero w ostatnich latach podnosi się powoli z gruzów.

Opis zamku. Zamek malborski, pałac, twierdza i klasztor zarazem, tworzył pierwotnie regularny równoległobok, dłuższą osią w przybliżeniu z płd. ku płn. ustawiony. Rozmiary jego są — zwłaszcza na średniowieczną budowę — olbrzymie; długość wynosi bowiem około 600 m., a przeciętna szerokość 270 m., tak, że cała powierzchnia, przez istniejące jeszcze lub już zburzone zabudowania zamkowe zajęta, oblicza się na 16•2 ha., czyli 28 mr. Siedziba wielkiego mistrza przenosiła zatem obszarem prawie sześć razy zamek na Wawelu, bo ten był tylko 350 m. długi i 200 m. szeroki, i była znacznie obszerniejszą od dzisiejszej rezydencyi cesarskiej w Wiedniu i od królewskiego pałacu w Berlinie, który jest tylko 160 m. długi a 90 m. szeroki. Zamek malborski składał się dawniej z trzech części: 1) z przedzamcza, 2) ze średniego i 3) z wysokiego zamku. Wysoki i średni zamek miały kształt czworoboków i były z trzech stron otoczone przedzamczem. 1) Przedzamcze zostało zbudowane dopiero za czasów w. mistrza Dytrycha von Altenburg (1335—41). Było zaś opasane murem i basztami, palisadą i fosą. Na przedzamcze prowadziły 3 bramy: szewcka od miasta, wodna od mostu na Nogacie i nowa od wschodu. Po zachodniej stronie wchodziło się szewcką bramą na mały dziedziniec, w którym stała szkoła z kaplicą ś. Mikołaja i warsztat siodlarski z magazynem, a przez most mikołajski dostać się było można obok bramy wodnej na właściwe przedzamcze. Tu była łaźnia, w której cyrulik mieszkał i warsztat płatnerski; dalej wielkie 4-piętrowe zabudowanie, stanowiące w przyziomie stajnie na 400 koni, a w wyższych kondygnacyach olbrzymie spichlerze, w których nieraz setki tysięcy centnarów zboża leżały, nie tylko na potrzeby wojska, ale i na spekulacyą. Za tym budynkiem urządzono sadź na ryby, naprzeciwko zaś stajnie dla bydła, a w ich bliskości mieszkanie zawiadowcy śpichlerzy i stajen. Cała ta część przedzamcza leżała między Nogatem a młynówką, t. j. akwaduktem, zbudowanym już w XIII stuleciu, za czasów mistrza ziemskiego Mangolda von Sternberg, krótko po założeniu zamku. Tym 45 klm. długim akwaduktem sprowadzano z balewskiego jeziora (Baalau) wodę do fos miejskich. Akwadukt ten służy jeszcze dziś, co świadczy o znakomitej technice inżenierów krzyżackich. Nazwa młynówka pochodzi stąd, że woda jej obracała i dotąd obraca liczne młyny. Północną część przedzamcza zajmowały przeważnie stajnie dla koni dostojników, mianowicie dla koni w. mistrza, podskarbiego, w. komtura i dla koni pocztowych, na których kuryerzy przewozili listy; pocztę bowiem urządzono już zupełnie systematycznie w r. 1276, każdy list zapisywano w księgę, a na liście notowano datę jego oddania na pocztę i wysyłki do ostatniej stacyi. Główne zabudowanie wschodniej strony przedzamcza stanowił arsenał z przyległościami, t. j. mieszkaniem zawiadowcy arsenału, rusznikarnią, gdzie wyrabiano łuki i strzały, składem narzędzi, magazynem machin wojennych, kuźnią, ludwisarnią, mieszkaniem kowali, składem węgli i mieszkaniem ludwisarza. Tu także stała szatnia i mieszkanie szatnego. Prócz tego znajdowało się po tej stronie mieszkanie owczarza i t. z. stara piekarnia. Kiedy małżonka Witołda w r. 1400 odwiedziła M., a reguła zakonna w zamku umieścić jej nie dozwoliła, urządzono dla niej w owej starej puszkarni tymczasowe mieszkanie z wielkim przepychem. W środku przedamcza znajdował się na wschodniej stronie po lewej ręce kościół św. Wawrzyńca z lazaretem dla pachołków (die Knechtinfirmerie) i cmentarzem dla nich. Wzdłuż młynówki ciągnęły się długim szeregiem warsztat bednarski, mieszkanie piwniczego, browar i kuchnie, piekarnia i rzeźnia. Niedaleko od rzeźni, tuż nad brzegiem Nogatu, wznosi się po dziśdzień baszta maślankowa, 25 m. wysoka; nazwa ta, powszechnie utarta, opiera się na podaniu, jakoby chłopi żuławscy, w skutek dobrobytu, tak byli spanoszeli, iż w. mistrz, aby ich butę ukrócić, kazał im do zaprawy przy budowie tej baszty zamiast wody maślanki używać. Ale to pewnie tylko bajka, bo właściwie zwała się ta wieża, r. 1412 zbudowana, pierwotnie okrągłą, a nazwę wieży maślankowej dano jej ledwie dopiero około r. 1596, kiedy ststa malborski Kostka 4-ch radnych z Lichnów, którzy przy dostawianiu masła i mleka bardzo bardo się brali, kazał w tej wieży zamknąć za karę. W tej wieży umieścił Mickiewicz w swoim Konradzie Wallenrodzie Aldonę; być może, że słyszał był coś o jakiejś zamurowanej niewieście w tych stronach, ale tą była błogosławiona Dorota, która się r. 1347 urodziła w Mątwach (ob.), a ostatnie lata przepędziła w Kwidzynie, gdzie zmarła r. 1394. Oprócz wymienionych zabudowań obejmował środek przedzamcza jeszcze magazyn z obszerną jadalnią dla czeladzi i najemnego żołnierstwa, mieszkanie płatnerza, aptekę, skład drzewa, skład kul kamiennych i mieszkanie kamieniarzy, którzy je wyrabiali; tu także był plac ciesielski. Z całego przedzamcza, które dzisiaj przecina droga żelazna z Berlina do Królewca, pozostały do tej chwili fortyfikacye zewnętrzne ze starożytnym murem, wieżyczkami i basztą maślankową; oprócz tego stoi częściowo odrestaurowany kościół Ś. Wawrzyńca z sąsiedniemi budynkami, zajętemi obecnie przez władze sądowe i arsenał z przyległościami zamieniony na skład soli; wszystko to przebudowano do niepoznania. 2) Z przedzamcza prowadził zwodzony most na oddzielnej fosie do średniego zamku, najznakomitszej części warowni, stanowiącej właściwe mieszkanie w. mistrza. Tutaj w skrzydle północnem znajdował lazaret rycerski; dziś mieszczą się tam wojskowe kancelarye. W skrzydle wschodniem było na parterze mieszkanie pachołków i giermków, a na piętrze były sale gościnne i mieszkanie w. komtura; dziś jest to skrzydło po części opuszczone, po części użyte na składy wojskowe. Zachodnie skrzydło mieściło potężny, przez dwa piętra sięgający refektarz zakonny i mieszkanie w. mistrza. Ta część średniego zamku jest najlepiej zachowana i nieźle odnowiona. Zawiera cztery piętra. Najniższą kondygnacyą, stanowi piwnica, w której za czasów krzyżackich nieraz 600 beczek wina leżało. Ciężkie, olbrzymich rozmiarów sklepienie, odpowiadające co do podziału osi sklepieniom refektarza po nad nią się znajdującego, wyrasta nakształt potężnych koszów z trzech ogromnych głazów. Silne sklepienne żebra o kwadratowym przekroju nadają całości charakter korzeni olbrzymich drzew, których pnie, przechodząc jako słupy granitowe przez wszystkie piętra, kończą się na najwyższem lekką koroną palmistych sklepień. Po nad piwnica, leżały na drugiem piętrze mieszkania dla służby i spiżarnie dla stołu w. mistrza; tu stały jeszcze piece, o których także wspomnieć warto. Sposób bowiem, w jaki ogrzewano na zamku sale, był pewnie jedyny w swoim rodzaju. W piecu, wzniesionym w piwnicy, rozgrzewano kamienie do wysokiej temperatury; po wygaśnięciu ognia, a więc po ustaniu dymu, zamykano komin zasuwką, a ciepłe powietrze, buchające z kamieni, prowadzono kanałami pod posadzkę sal ogrzewać się mających, dokąd je wypuszczano za pomocą ruchomych metalowych pokryw, osadzonych w węgarach ciosowych. Piece są obszerne, sklepione, a w pół wysokości płaskiem sklepieniem z kilkoma otworami raz jeszcze przedzielone; przedział ten jest poprostu murowanym rusztem, pod nim się pali, a na nim leży 5—8 metrów sześc. kamienia, wedle objętości miejsca, dla którego ogrzania piec jest przeznaczony. Są w ogóle cztery piece, jeden największy ogrzewa refektarz zakonny, dwa ogrzewają mieszkanie w. mistrza, gdzie zresztą prócz tego są i kominki — a więc zupełnie tak jak i dzisiaj w wykwintnych mieszkaniach, a czwarty opala piętro pod mieszkaniem w. mistrza. Trzy piece zreperowane zostały w r. 1823 i jeszcze dziś ich używają; dają przy zewnętrznej temperaturze –10° R., w salach +14° do +18° R. Konsumują jednak bajeczną ilość drzewa, o które krzyżakom widocznie nie chodziło. Czwarty piec daje mało ciepła i fatalny zapach. Należy mieć na uwadze, że w czasach założenia tego centralnego ogrzewania, t. j. w drugiej połowie XIV w. nie znano w całej Europie innego opalania, jak tylko za pomocą otwartych kominków lub przenośnych żelaznych niecek, w które żarzące węgle kładziono; nigdzie też nie istnieją z tego czasu nawet ślady podobnych jak tu urządzeń. (Ob. Moraczewski: Zamek krzyż. w Malborgu, Lwów 1882, str. 39—40). Na 3-ciem piętrze mieścili się w 4-ch, na ośmiobocznych granitowych filarach pięknie sklepionych pokojach, sekretarze; piąty zawierał dziś do Królewca przeniesione archiwum zakonne, a oboczna sala z dwudziestocztero-żebrowem palmistem sklepieniem, na trzech wysmukłych granitowych filarach spoczywającem, to refektarz zakonny, 96 stóp długi, 48 st. szeroki i 29 st. wysoki. Nie ma sklepienia, tak mówią znawcy, któreby pod względem lekkości konstrukcyi, wykwintu form, wzorowego stosunku podpór do mas podpartych, z tem arcydziełem sztuki budowniczej rywalizować mogło. W tej sali jadano wspólnie, grywano w szachy i warcaby, tu wyprawiano solenne uczty dla gości, tutaj też pewnie odbył się ów sławny popis śpiewaków, przy którym w. mistrz Winrych von Kniprode ofiarować kazał na szyderstwo Rixelowi, bardowi staro-pruskiemu, śpiewającemu dla krzyżaków niezrozumiałe pieśni, miskę zakrytą, zawierającą sto próżnych orzechów z ironicznym wierszykiem. Salę tę oświetla od strony dziedzińca sześć, a od strony Nogatu ośm ogromnych dwułucznych okien kolorowych nowszej daty. Na jednem z nich wymalowany jest krzyżak, na drugiem widać pruskiego landwerzystę. Pod ścianami są dwie kamienne ławy. Obok refektarza zakonnego była kuchnia, do której otworem, urządzonym w kluczu sklepienia, z piwnic pod kuchnią windować można było zapasy spiżarniane. Najwyższe i najpiękniejsze czwarte piętro obejmowało prywatne i urzędowe apartamenta wielkich mistrzów. Tu wchodzimy najprzód na 20 m. długi, krzyżowem sklepieniem bogato przesklepiony a ogromnemi oknami ślicznie zakończony krużganek, w którym się zwykle trzymały straże i gdzie przy solennych uroczystościach przygrywała muzyka. Tu znajduje się także ozdobny kamienny otwór wewnętrznej, przeszło 30 m. głębokiej studni, opatrującej zamek w wodę. Z krużganku prowadzą niskie stosunkowo drzwi do wielkiego refektarza, sali audyencyonalnej w. mistrzów, w której przyjmowali znaczniejszych gości, książąt, rycerzy i posłów zagranicznych, gdzie też na ich cześć odbywały się wspaniałe uczty. Chociaż sala ta mierzy 15 m. w kwadrat, to jednakowoż całe szesnastożebrowe sklepienie palmiste wspiera się na jednym tylko granitowym 1½ stopy średnicy mającym filarze. Dziesięć ogromnych, dwoma rzędami salę obiegających kolorowych okien, rzuca w nią z trzech stron rzęsiste światło. Okna te są nowszej daty, tylko ciosowe krzyże w nich są stare. W wyższym rzędzie są różne sceny z historyi krzyżaków, w niższym zaś rzędzie są herby i nazwiska dawców. Na 1-szem oknie widzimy fundacyą zakonu 1190 r. pod murami miasta Akkon; na 2-giem podaje papież Honoryusz III w. mistrzowi Hermanowi von Salza pierścień na znak wyniesienia go do godności książęcej; 3-cie okno przedstawia tegoż samego mistrza, odbierającego od cesarza Fryderyka II, czarnego orła jako herb; na 4-tem widać zburzenie klasztoru oliwskiego przez pogańskich Prusaków; na 5-tem założenie miasta Torunia; na 6-tem wjazd w. mistrza Siegfrieda von Fleuchtwangen do Malborga r. 1309; w 7-mem oknie wmieścił artysta portret Henryka von Hohenlohe, odbierającego od Ludwika IX, króla francuskiego, złotą, lilią dla herbu swego r. 1294; w 8-mem Konrad Zöllner von Rothenstein przyjmuje angielskich posłów r. 1385; 9-te okno przedstawia oblężenie Malborga przez Polaków r. 1410; na 10-tem wreszcie jest margrabia Albrecht brandenburski, stawiający Lutra przed cesarza w Wormacyi r. 1521. Tam gdzie okna się kończą, są na ścianie malowane figury znaczniejszych mistrzów. Znajduje się tam Walpot von Bassenheim, pierwszy mistrz zakonu, składający przysięgę na statuta; obok niego Herman Balk z chorągwią i mieczem w ręku przez obalony posąg jakiegoś bożka kroczący; dalej Meinhard von Querfurt, przy nim Herman von Salza, potem Siegfried von Feuchtwangen i Luther von Braunschweig z harfą w ręku; jest tam także Dietrich von Altenburg z modelem kościoła N. M. Panny, przez niego w zamku wystawionym, i sławny Winrich von Kniprode. Szereg ten zamykają Ulryk von Jungingen i Henryk Reuss von Plauen z chorągwią zakonu w ręku. Środek czwartej ściany zajmuje wielki komin, a nad nim znajduje się w ścianie owa sławna kula działowa, która tam siedzi już od r. 1410. Jagiełło, tak powiada Długosz, oblegając po wielkiej bitwie pod Grunwaldem zamek malborski, słyszał o tej na jednym słupie spoczywającej sali. Znalazł się też na zamku pachołek, który królowi przyobiecał pokazać się z czerwoną czapką na głowie w oknie tej sali właśnie gdy w. mistrz i najznakomitsi rycerze będą tam zgromadzeni na radę. Gdy król umówiony znak ujrzał, kazał puszkarzowi wymierzyć działo w tę stronę w nadziei, że kula filar roztrzaska i zapadający się sufit zebranych w gruzach pogrzebie; dosyć zręcznie wycelował, gdyż kula tylko o kilka cali słup chybiła i z wielką siłą w ścianie ugrzęzła właśnie tam, gdzie ją jeszcze dziś widzieć można. Później umieszczono pod nią napis. Za wielkim refektarzem znajduje się na tem samem piętrze mały refektarz, zwykła sala jadalna w. mistrzów. Rozmiary jej są cokolwiek mniejsze, mierzy tylko 12•3 m. w kwadrat, ale ustrój architektoniczny ten sam, co w wielkim refektarzu; szesnastożebrowe palmiste sklepienie spoczywa na ośmiobocznym granitowym słupie. Dalsze dwie sale noszą nazwy izby i komnaty w. mistrza; w ostatniej dawał on codzienne posłuchania. Z komnaty w. mistrza przechodzi się przez sień do jego prywatnej kaplicy ś. Krzyża; tu to został w. mistrz Werner von Orselen przez rycerza Jana von Endorf d. 18 list. R. 1330 po nabożeństwie wieczornem przy wyjściu zasztyletowany, dum cantatis vesperis exiret de ecclesia, jak powiada kronikarz. Dziś kaplica ta zawieszona jest ładnemi staro-niemieckiemi obrazami, wyobrażajacemi życie N. M. Panny. Ale te obrazy, jak w ogóle wszystko co się w niej znajduje, to nie pamiątki po krzyżakach, tylko darowane zamkowi po restauracyi ofiary. Za kaplicą znajduje się pokój sypialny w. mistrza; podłoga z cegieł na żółto i zielono polewanych jest jeszcze z krzyżackich czasów. Obok sypialni zbrojownia a zarazem skarbczyk przyboczny. Zbroje w niej są także świeżo darowane. Ale jest w murze szafka, w której mistrze chowali klejnoty najdroższe, zapisy i papiery najważniejsze. Dziś przechowuje się tam złoty, bardzo pięknie wyrabiany relikwiarz w kształcie małego tryptyku, ten sam, który w bitwach noszony był na piersiach przez w. mistrza, jak dwanaście kamieni przez żydowskiego arcykapłana, jako palladium zakonu; ten sam, z którym Ulryk von Jungingen poległ pod Grunwaldem. Chował się ten skarb przez wieki w skarbcu gnieźnieńskiej katedry. W r. 1822 dzisiejszy cesarz Wilhelm był w Gnieźnie, widział go, przymówił się i dostał go jako uprzejmy podarunek. Warto jeszcze wejść na dachy średniego zamku. Na blankach między dachem a szczytami murów, rodzajem ganeczku utworzonego przez zewnętrzne filary, można obejść cały średni zamek dokoła, a obejść go warto, bo widok ciekawy: u stóp zamku skupione czerwone dachy miasteczka; wzdłuż zamku i miasteczka płynie Nogat, a za nim zielona, niska, żyzna równina Żuław, tak, że każdego przybywającego nieprzyjaciela straże krzyżackie już zdaleka mogły dojrzeć. 3) Przechodzimy do opisu ostatniej, najstarszej części rezydencyi krzyżackiej, t. z. wysokiego zamku, zbudowanego między r. 1274 a 1282, tworzącego także czworobok, z obszernym dziedzińcem w środku. Od średniego zamku dzieliła go „sucha fosa“, przez która, prowadził most. Tu już sam główny portal zasługuje ze wszech miar na uwagę, tak ze względu na niezwykłe ukośne położenie w zachodnio-północnym narożniku, jako i dla arabsko-sycylijskiego wpływu architektury, pokazującego się nie tylko w formie i ugrupowaniu licznych wnęk: w wielkiem oknie wyrastającem z rogu muru na podbudowaniu z drobnych dwułucznych arkadek, które robią wrażenie sklepienia stalaktytowego, dalej w profilowaniu granitowych węgarów, ale objawiającego się najwybitniej w tem, że właściwy, również z ciosów granitowych sklepiony łuk otoczony jest dokoła dwunastu małemi wnękami z cegły, ustawionemi do promienia a zasklepionemi na grzebień. To niezwykłe zjawisko tłumaczy się tą okolicznością, że nieomal takie samo obramienie mają drzwi kościoła della Magione w Palermo, który to kościół z przynależącemi doń dobrami był najstarszą posiadłością krzyżaków w Europie, darowaną im r. 1193 przez cesarza Henryka VI. Nad portalem w zachodniej połowie północnego skrzydła leżała sala radna, t. z. wielki kapitularz, dziś ze sklepień odarty i na wojskowy magazyn użyty. Sala ta, 23 m. długa a 9•5 m. szeroka, była dawniej nakryta bogatem gwiaździstem sklepieniem na szeregu granitowych kolumn. W kapitularzu tym odbywał się wybór wielkiego mistrza i komtura prowincyonalnego, tu odbywały się narady o wojnie i pokoju, o sprawach finansowych, o udzielaniu przywilejów; słowem w najżywotniejszych sprawach zakonu. Wschodnia ściana wielkiego kapitularza jest zarazem ścianą kościoła N. M. Panny. Wysokość jego w kluczu sklepiennym wynosi około 16 m., szerokość 9•5 m. a długość 45 m. Wnętrze robi wrażenie poważne i szlachetne; sklepienie i okna także bardzo ładne. Najpiękniejszą ozdobą kościoła są kamienne stalle dla rycerzy, naprost wielkiego ołtarza, w tem miejscu, gdzie u nas zwykle stoją organy, każda z nich wygląda jak gotycki jaki tron; najwyższy, najozdobniejszy z tych tronów, musiał być miejscem w. mistrza. Ołtarz z XVII w. sprawiony jest pewnie przez jezuitów, którzy ten kościół mieli za polskich czasów. W ołtarzu jest ciekawy i niezły obraz z czasów krzyżackich. Napis pod nim mówi, że: Imago haec Beatae Mariae Virginis a Crucigeris erecta, tempore vero belli Pruthenici 1526 desolata, nunc sumptibus spectabilis Dni Petri Stratonis admiralitiae S. R. M. secretarii renovata, a. D. 1639“. Presbiteryum zamyka półośmiobok, na którego środkowem polu, gdzie zamiast okna zrobiono framugę, znajduje się od zewnątrz kolosalna, dobrze zachowana i nieźle odrestaurowana figura N. M. Panny, patronki tego grodu, z dzieciątkiem Jezus na ręku. Wysokość figury wynosi przeszło 8 m., dziecięcia prawie 2 m. Stara ta figura z czasów Winrycha von Kniprode (1351—82), układana na pełnym rdzeniu z kolorowej mozajki, jest niemal unikatem; oprócz podobnego acz mniejszego wyrobu w pobliskim Kwidzynie (ścięcie ś. Jana) i sądu ostatecznego w katedrze ś. Wita w Pradze, średniowieczne mozajki w tych rozmiarach po za obrębem Włoch nie istnieją. Złote tło framugi i niebieskie jej obramienie nasiane gwiazdami, są również z mozajki układane; staniol ułożony na kawałku szkła, a drugim kawałkiem nakryty, daje złoty kolor. Figura ta, obrócona ku wschodowi, jest robotą wenecką; w Wenecyi bowiem były mozajki rzeczą bardzo zwykłą, a w. mistrzowie mieli tam dawniej swoją rezydencyą. Drzwi prowadzące z kościoła na nieistniejące już dziś krużganki, to owa sławna złota brama, porta aurea, z czasów w. mistrza Wernera von Orselen (1324—1330). Portal tych drzwi, bogato ozdobiony wieżyczkami, arkadami, figurkami i piękną roślinną ornamentyką, jest cały z palonej cegły; nad oporami widzimy figury wyobrażające siedm roztropnych i siedm głupich panien. Dwie górne figury przedstawiają kościół i synagogę ze złamaną laską, ale wszystko tak delikatnie, tak idealnie wykonane, że rzeźby te śmiało nazwać można najlepszemi jakie kiedykolwiek z gliny wykonano. Pod kościołem N. M. Panny, który się znajduje na piętrze, jest na poziomie kaplica św. Anny, w której się dotąd katolickie nabożeństwo odprawiało. I tu portal bardzo ładny, niemniej gwiaździste sklepienie. Kaplica ta, mająca około 8 m. szerokości, 17 m. długości a zaledwie 5•5 wysokości, była kaplicą grobową w. mistrzów, z których 11-stu tu pochowano. Pierwszy z nich był Dytryk z Aldenburga; dla tego umieszczono nad kaplicą następny napis: „Hie zeind die Meister begraben; Der von Aldenburg hat angehaben“. Dalej pochowano tu Henryka Dusener von Arfberg, Winrycha von Kniprode, Konrada Zölner v. Rotenstein, Konrada v. Wallenrod, który panował zaledwie 3 lata i umarł 25 lipca 1393 r., w skutek klęski poniesionej pod Wilnem, w tak gwałtownem obłąkaniu, że się z psami kąsał; dalej Konrada i Ulryka von Jungingen, poległego pod Grunwaldem, Henryka Reuss von Plauen, Michała Küchmeister von Sternberg, Pawła von Russdorf i Konrada von Erlichshausen; ale dziś grobów tych żadne nie pozostały ślady, a napisy grobowe na płytach wytarte i nieczytelne. Do ściany południowej kościoła N. M. Panny przypiera główna wieża, widocznie dopiero później dobudowana, gdyż nie ma osobnych fundamentów i stoi z trzech stron na ścianach zamkowych, z czwartej zaś nawet tylko na łuku. Wieża ta, przeszło 40 m. wysoka, dominuje nad całemi Żuławami. Piękną ozdobę północnego skrzydła stanowi także bogaty fryz z palonej gliny, złożony z płyt 10 cm grubych; fryz ten składają małe arkadki romańskie i nadzwyczaj starannie wyrobiona ornamentyka roślinna najszlachetniejszego rysunku. Jest to jeden z najpiękniejszych średniowiecznych zabytków tego rodzaju. Mówiliśmy dotąd wyłącznie o najstarszej, północnej połaci wysokiego zamku; trzy inne skrzydła, skutkiem wybicia wszystkich sklepień i przebudowania, najprzód na koszary a potem na śpichlerze, tak są zniszczone, że z ich pierwotnej architektury nic prawie nie pozostało. Ale i to, co uszło zniszczeniu, wzbudza w nas podziwienie, mianowicie jeżeli zważymy na to, że to arcydzieło architektury powstało już przed 5-ciu wiekami i to nie z marmuru, nie z kamienia, lecz z palonej gliny, tak ze już w średnich wiekach mawiano: „Ex luto Marienburg, Ofen ex saxo, ex marmore Mediolanum“. Czemu zaś właśnie tu stanęła ta silna warownia, na to przytacza Lohmoyer różne przyczyny: stąd bowiem Nogat ułatwiał przystęp do zdobytych już na północny wschód leżących dzielnic, stąd prowadziły na południowy wschód bezpieczne drogi, stąd wreszcie łatwo przez Wisłę dostać się można na Pomorze, dokąd krzyżacy podówczas już byli zapuścili swoje zagony. (Ob. L., Gesch. v. Ost. und Westpreussen, I. p. 136). Źródła: 1) „Zamek krzyżacki w Malborgu dziś a przed pięciuset laty“, opisał Maciej Moraczewski, z pięcioma tablicami, Lwów 1882. 2) „Z Prus Królewskich“, napisał hr. St. Tarnowski, Kraków 1882. 3) „Statistisch–topographisches Adress-Handbuch von Westpreussen“. Danzig und Elbing 1858. 4) Daniel „Handbuch der Geographie“, t. IV, p. 258. 5) „Neueste Wandgemälde in der Marienburg“ cfr. „Prov. Blätter“, Konigsberg 1856, p. 385 i p 39 część druga. 6) „Ueber die Zeit des Aufbaues des Mittelschlosses zu Marienburg“, napisał Voigt cfr. „Neue Preuss. Prov. Blatter“, 1850, p. 97—106. 7) A. Witt „Marienburg, des Hauptschloss des Ritterordens“, Konigsberg 1854. Niedawno temu przyjęła izba poselska wydatki na restauracyą zamku, w którym ma być założone muzeum dla Prus wschod. i zachod. Robotami malarskiemi kieruje malarz historyczny Weinmeyer z Monachium.

Historya zamku. O początkach zamku malborskiego mamy tylko skąpe i niecałkiem pewne wiadomości. Według Voigta (Gesch. Preussens III, str. 332) zaczął go budować Konrad v. Thierberg I, mistrz ziemski, Landmeister, około r. 1274 na miejscu, gdzie Nogat nagle zwraca się z zachodu ku wschodowi, i gdzie jego brzegi wznoszą się 70 do 100 stóp po nad poziom wody. Tu leżała podówczas wioska Aliem (dok. Alminie, Algent r. 1289) z kościołem, w którym, jak głosi podanie, znajdował się cudowny obraz N. P. Maryi (Voigt III, str. 332). Na cześć tej patronki zakonu krzyżackiego zwano nowy zamek Marienburg. Według nowych źródeł (Töppen) znajdowała się na wyspie Zantir (Santir, Santhir) przy cyplu montawskim, już przed r. 1240, twierdza, którą stare dokumenta kilkakrotnie wspominają. (Ob. Perlbach: Pom. Urk. Buch, str. 82, 91, 94, 97, 117 i t. d.). Wystawił ją tam podobno książę pomorski Swiętopełk, by z niej żeglugę na Wiśle pod swoją trzymać mocą. Ale r. 1251 odstąpił Sambor, brat Swiętopełka, sprzyjający krzyżakom, wyspę wraz z warownią w nieprawny sposób zakonowi (Perlbach str. 117), który niedługo potem, bo już r. 1280, fortecę tę zniósł. Zyskane w ten sposób materyały dał ówczesny mistrz ziemski Mangold von Sternberg (1280—83) spuścić Nogatem i zużył je na wzmocnienie czy też wzniesienie zamku malborskiego. (Ob. Voigt III, str. 381 Script. rer. Prus. I, 142). Przy tak sprzecznych wiadomościach, historya założenia zamku pewnie nigdy ściśle wyjaśnioną nie zostanie. Tyle jednak jest rzeczą pewną, bo na dokumentach opartą, że r. 1283 zamek malborski już był siedzibą konwentu z komturem na czele. (Ob. Perlbach, str. 310). Pierwszym był Henryk von Wilnowe (1276 —1288 według Voigta), 2-gim Eberhard von Berneburg (1298—1304), 3-cim Jan Sachse (1305—1309). R. 1309 przeniósł w. mistrz Sygfryd von Feuchtwangen (1309—12) stolicę zakonu z Wenecyi, gdzie się znajdowała od r. 1291, po utracie Akkonu, do Malborga. Dla wygody nowych dostojników przebudowano podówczas zamek. Prawdopodobnie zamieniono pierwotną część przez dodanie trzech jeszcze skrzydeł na zamknięty czworobok, stanowiący t. z. wysoki zamek z kwadratowym wewnątrz dziedzińcem. W kilkanaście lat później rozszerzył w. mistrz Dytryk von Altenburg (1334—1341) znacznie twierdzę, dodając do niej w północnym kierunku średni zamek (Mittelschloss) a za nim przedzamcze (Vorburg). Tenże w. mistrz wzniósł także piękny kościół N. Panny Maryi na zamku, a pod nim kryptę Ś. Anny przeznaczoną na groby wielkich mistrzów; on to wreszcie zbudował pierwszy most na Nogacie, łączący M. z Wielkiemi Żuławami; oba jego przyczółki zostały silnie obwarowane. Wreszcie za panowania Winrycha von Kniprode (1351—1382) wykończono w średnim zamku wspaniałe mieszkanie dla wielkich mistrzów, tak że cała budowa tej ogromnej fortecy, pominąwszy mniejsze naprawy, trwała mniej więcej tylko od r. 1274—1380, więc jedno stulecie; stąd owa jednolitość stylu gotyckiego, stanowiąca niepoślednią zaletę tej wspaniałej warowni. Z ważniejszych zamku dotyczących wypadków zapisujemy porządkiem chronologicznym następujące: R. 1361 mieściły mury zamku sławnego więźnia Kiejstuta (Voigt V, 145), któremu jednak jeszcze tego samego roku udało się umknąć, choć w ścisłem trzymany był więzieniu, straż bowiem we dnie i w nocy stała u drzwi jego mieszkania, dokąd nikt nie miał przystępu, oprócz giermka z przybocznej służby w. mistrza. Człowiek ten, Litwin rodem, zamłodu wzięty w niewolę, został ochrzcony i odebrał imię Adolfa, pospolicie zaś Alfem go zwano. Długa i szczera służba jego zjednała mu zupełne zaufanie u krzyżaków; tak iż mu bez obawy powierzono posługiwanie księciu żmudzkiemu. Kiejstut troskliwie obejrzał wszystkie zakątki więzienia, chcąc się przekonać czy nie ma sposobu do ucieczki. Drzwi pilnowała straż, okna były opatrzone grubą kratą, nic więc pomyślnego z tej strony: ale znalazł framugę w ścianie ukrytą za kobiercem; snadź miało tam być okno wybite, lub też postawiona szafa; głębokość framugi sięgała dwóch trzecich części muru. Kiejstut domyślił się z pierwszego rzutu oka, kiedy wjeżdżał na zamek, że mur ten wychodzić musi na fosę zewnętrzną i jeżeli przebić go zdoła, nie trudno będzie mu umknąć. Codzienne rozmowy Kiejstuta z Alfem w rodzinnym litewskim języku i obudzone w ostatnim wspomnienia ojczyzny, tęsknota księcia, sławne jego czyny, silnie wzruszyły serce młodego Litwina. Postanowił więc ułatwić mu ucieczkę; dostarczył potrzebnych do tego narzędzi, któremi Kiejstut powoli wykruszył cegły z muru, dopóki nie zrobił otworu dość szerokiego do wyjścia; gdy już tylko zewnętrzne cegły wybić było potrzeba, Alf dostarczył powrozów, i następnej nocy, dokończywszy otworu, Kiejstut szczęśliwie spuścił się w fosę. Alf, wymknąwszy się z zamku, przygotował drabinę, po której książę wydostał się z fosy. Kiejstut, przywdziawszy na się płaszcz zakonny, wyjechał z Malborga niepoznany, a dopadłszy lasu wraz z Alfem porzucił konia i przez dzień ukrywał się w bagniskach; potem lasami, nocną tylko idąc porą ku Mazowszu. Po niesłychanych trudach i cierpieniach, Kiejstut, mając pokaleczone ciało, na pół umarły od głodu, dostał się na dwór księcia mazowieckiego, gdzie go z czułością przyjęła Danuta, jego córka, poślubiona ks. Januszowi. (Ob. Dzieje Krzyżaków przez L. Rogalskiego, t. I, str. 495—496). Zdaje się, że Alf dostarczył Mickiewiczowi niektórych szczegółów do powieści Wajdeloty (tak sądzi Tarnowski l. c. str. 84). W r. 1366 zwiedził Kazimierz W. Malbork, by wybadać zamiary krzyżaków i poznać ich urządzenia państwowe (ordinem et politiam Cruciferorum spectaturus, mówi Długosz, t. III, str. 300). Winrych von Kniprode, ówczesny mistrz w., przyjął go z winną monarszej godności czcią i uszanowaniem. To też król całe trzy dni tu zabawił i zamek szczegółowo oglądał, potem zaszczycił jeszcze swoją bytnością przedniejsze miasta pruskie, i wszędzie z wielką okazałością przywitany został. (Ob. Rogalski, str. 502). Rok 1370 pamiętny jest pobytem Waldemara III, króla duńskiego, w M. Powodem tego był związek zawarty pomiędzy Albertem królem szwedzkim, książętami meklemburskimi, hrabiami Holsztynu, zbuntowaną szlachtą Jutlandyi i miastami hanzeatyckiemi. Waldemar, widząc się zagrożonym, wyjechał wtedy do Niemiec szukać posiłków i w tym celu odwiedził Prusy i w. mistrza w M. (Rogalski, I, str. 505). Po sławnej bitwie pod Grunwaldem d. 15 lipca 1410 r. podstąpiło zwycięskie wojsko polsko-litewskie pod M., gdzie atoli przednie straże stanęły dopiero 26 lipca, chociaż odległość wynosi tylko mil 15. Użył tego czasu komtur świecki Henryk Reuss von Plauen, zebrał naprędce posiłki skąd mógł i obsadził zamek, gdzie się wkrótce znalazły i resztki z pod Grunwaldu. Potem spalił miasto, zerwał most na Nogacie i postanowił bronić się do ostateczności. Przystąpił tedy król do oblężenia tej silnej twierdzy, ale kule kamienne nie mogły przebić wybornej cegły i rozlatywały się w kawałki; tymczasem roznosiły lekkie oddziały jazdy po kraju przestrach i zniszczenie. Ale brak żywności spowodował Henryka von Plauen rozpocząć z królem układy; ofiarował więc ustąpić Polsce Pomorze, ziemię chełmińską i michałowską; same tylko Prusy zdobyte na poganach miały pozostać przy zakonie. Należało Polakom przyjąć te korzystne warunki, ale dostojnicy w radzie królewskiej i wielu ze szlachty nastawali na całkowite wypędzenie krzyżaków z Prus, co według ich zdania zależało już tylko od wzięcia M. i kilku zamków. Jagiełło dał tedy odmówną odpowiedź. Ale odtąd szczęście jakoś opuszczać zaczęło oblegających; brak dobrej żywności i pora gorąca sprowadziły w obozie choroby; co gorsza, rozniosło się, że puszkarz, który ugodzić chciał w obraz N. M. Panny w kaplicy Ś. Anny, zaniewidział. Powiadano sobie nawet, że gdy z niego sobie drwił jego przełożony i sam drugi raz wycelował do figury, działo się rozpękło i zabiło stojącego obok wodza tatarskiego; Tatarzy, tem rozgniewani, tarczami zabili zuchwałego bluźniercę; miał to być ten sam, który pod Grunwaldem pierwszy dzidą zwalił w. mistrza Ulryka von Jungingen. (Borck: Echo sepulcralis, str. 157). Wytrzymał tedy zamek dwumiesięczne oblężenie, a jako pamiątka tych czasów pozostała w ścianie wielkiego refektarza kamienna kula działowa, o której już wyżej była mowa. W końcu musiał król odstąpić od oblężenia (19 września) i to w chwili, gdy załoga malborska żyła już tylko zielonem ziarnem i byłaby się musiała poddać, według zeznania samego Henryka von Plauen, gdyby Polacy oblężenie jeszcze przez dwa tygodnie byli przeciągnęli. Uszkodzony przez wojnę zamek naprawił w. mistrz Michał Küchmeister von Sternberg (1413—22) i tak umocnił, że przemocą i nadal prawie nie można było go zdobyć. Największej naprawy potrzebowało przedzamcze, któremu wtedy dodano od płn. i wschodu zewnętrzną opaskę z bastyonami i mieszkaniami w. mistrza, gdzie niektóre pokoje, szczególnie od strony wschodniej, całkiem odbudowano; nadwerężone baszty, a między innemi t. zw. „wróblą basztę“, trzeba było do reszty zburzyć. Naprawiono także arsenał, stajnie w. mistrza i śpichlerze, a spalony most na Nogacie po dwuletniej budowie wykończono. R. 1454 (4 lut.) wypowiadają Prusy posłuszeństwo zakonowi; na czele staje Jan Baysen. Niemal wszystkie miasta poddają się królowi polskiemu. Tylko M., Sztum i Chojnice, najemnem wojskiem obsadzone, pozostają jeszcze w ręku krzyżaków. M. oblegali najęci przez Prusaków żołdownicy czescy; podejrzewano ich wierność, dla tego postanowiono zapłacić ich i oddalić. Natomiast król wyprawił tam żołnierza swego nadwornego pod Janem ze Szczekocin. Ale 18 września 1454 r. król poniósł klęskę pod Chojnicami. Tedy M. uwolniony został od oblężenia, za to przysłano tutaj polskich jeńców z pod Chojnic i tak się tu z nimi obchodzono, że z nędzy umierali. Ale to szczęście zakonu nie trwało długo. Kiedy bowiem w. mistrz zaciężnikom zaległego żołdu wypłacić nie był w stanie; ci najprzód z M. i innych przez siebie posiadanych zamków krzyżaków wyparli, a następnie weszli w ugodę z Polakami; zgodzono się na 77 czerw. zł. od konia i tyleż na dwóch pieszych, co wynosiło 476,000 złt., czyli przeszło 1½ miliona talarów, ogromną podówczas sumę, do której wypłacenia w połowie pruskie miasta się zobowiązały. Ugodę tę podpisał Ulryk Czerwonka, przywódca zaciężników czeskich. Tedy ze łzami opuścił Ludwik v. Erlichshausen swą stolicę, w której w ostatnim czasie, już nie jako w. mistrz, lecz więcej jako więzień był przebywał. Chciał jeszcze z sobą zabrać największe świętości, podówczas w zamku przechowywane, a jego kapelan nałożył już był na wóz gotowy niektóre relikwie, mianowicie szczątki drzewa krzyża św. i głowę św. Barbary, która od r. 1242—1454 znajdowała się w Starogrodzie i w Prusach zażywała wielkiej czci. Ale Polacy, którzy już w znacznej liczbie byli wpuszczeni do zamku, dostrzegłszy to, wóz zatrzymali i święte skarby odebrali. Uradowany stąd król, darował głowę ś. Barbary r. 1457 gdańszczanom. (Ob. Kś. Fankidejski: Obrazy cudowne, str. 196). W. mistrz zaś udał się przez Tczew i Świecie do Chojnic, a stąd do Królewca, dokąd teraz przeniesiono stolicę zakonu krzyżackiego. 148 lat rezydowali w M. wielcy mistrzowie; było ich tu w ogóle 17, mianowicie: 1) Siegfried von Feuchtwangen (1309—1312); 2) Karol z Trewiru (Beffart) (1312—1324); 3) Werner v. Orselen (1324—1331); 4) Luther z Brunświku (1331—1333); 5) Dytryk z Altenburga (1334—1341); 6) Ludolf König V. Weizau (1342—1345); 7) Henryk Tusmer (Dusemer) von Arfberg (1345—1351); 8) Winryk v. Kniprode (1351—1382); 9) Konrad Zöllner v. Rothenstein (1382—1390; 10) Konrad v. Wallenrod (1391—1393); 11) Konrad v. Jungingen (1393—1407; 12) Ulryk v. Jungingen (1407—1410); 13) Henryk v. Plauen (1410—1414); 14) Michał Küchmeister v. Sternberg (1414—1422); 15) Paweł v. Rusdorf (1422—1441); 16) Konrad V. Erlichshausen (1441—1449); 17) Ludwik v. Erlichshausen (1450—1457). 8 czerwca 1457 r. król Kazimierz Jagiellończyk sam wjechał do M. i odebrał w dniu następnym w wielkim refektarzu na zamku hołd poddańczy od mieszczan. Odebrano chorągwie stracone  pod Chojnicami i wyzwolono część jeńców wojennych, co zdołała przetrwać nędzę, w której Niemcy ją trzymali. Czerwonkę wynagrodził król starostwem świeckiem i golubskiem i oddał mu komendę załogi malborskiej. Było jednakże w mieście nieco szlachty i wielu mieszczan, którzy sprzyjali krzyżakom, mianowicie burmistrz Blume, pozostawiony z łaskawości królewskiej w swoim urzędzie. Ci, porozumiawszy się z Bernardem Zimmerberg, dowódcą krzyżackich żołdowników w Sztumie, wydali mu miasto d. 27 września 1457 r. Kilku zbiegów uwiadomiło Czerwonkę o tem co się w mieście dzieje, tak, że ten nieprzyjaciół już do zamku się wdzierających odparł, a nazajutrz i w dniach następnych kule z zamku na miasto rzucać kazał, iż nikt na otwartem miejscu lub ulicy pokazać się nie śmiał; nakoniec, aby się od wycieczki z zamku zabezpieczyć, przekopem i wysokim wałem się oddzielili. Porozrzucane oddziały wojska polskiego broniły najprzód wprowadzać żywności do miasta, a nareszcie przystąpiły do zupełnego oblężenia (10 sierpnia 1458 r.), osobliwie gdy obywatele Gdańska i Elbląga z działami i wszelkim rynsztunkiem licznie przybyli na pomoc. Ale oblężeni bronili się z zajadłością. Radzono tedy królowi, aby, zostawiwszy dostateczną siłę pod M., szedł raczej w głąb krajów pruskich, gdzie ukazującego się z licznem wojskiem pomyślniejsze oczekiwały korzyści. Ale król, sądząc, że przez zajęcie M. zarazem i wojnę tę ukończy, pozostał przy swojem. Tymczasem dokuczały wojsku coraz bardziej głód i choroby, stracono 7000 koni; powstały swary, tak, że po dziewięciotygodniowych trudach i znojach Polacy ustąpić musieli z M. Zawarto rozejm aż do Ś. Małgorzaty roku następnego. (Morawski: Dzieje narodu pols. II, str. 164). Szczęśliwiej powiodło się Polakom w r. 1460; osaczono miasto ze wszech stron, tak, że wnet głód oblężonym dokuczać począł, którzy, widząc że podkopy do zdobycia już były gotowe, dobrowolnie się poddali Kościeleckiemu, który strzegł zamku malborskiego po odejściu Czerwonki (6 sierpnia 1460). Trzej mieszczanie, między nimi burmistrz Blume, którzy przed trzema laty miasto nieprzyjacielowi wydali, zostali śmiercią ukarani (8 sierpnia 1460 r.). Jednakże dopiero w skutek drugiego pokoju toruńskiego, zawartego d. 19 paździer. 1466 r., został prócz Pomorza, ziemi chełmińskiej i michałowskiej, jako też i Warmii, i M. z Żuławami wcielony do Polski. Nie chciał go król zostawić mnichom jako stolicy państwa „aby nie odżyła w nich dawna pycha“. M. został teraz miastem stołecznem województwa malborskiego, które tu wtenczas na wzór innych polskich urządzono.

Województwo malborskie, które i Warmią obejmowało, graniczyło na płn. z morzem Baltyckiem i zatoką świeżą czyli fryską, na wschód z Prusami książęcemi, na południe z województwem chełmińskiem, na zach. wreszcie z wojew. pomorskiem. Dzieliło się na 4 powiaty: malborski, elbląski, sztumski i kiszporski. Herb miało ten sam jak wojew. chełmińskie; był nim orzeł biały w czerwonem polu o jednej głowie z koroną; wyżej prawego skrzydła wychodzi ręka zbrojna, miecz dobyty trzymająca. Liczyło trzech senatorów, biskupa warmińskiego, wojewodę malborskiego i kasztel. elbląskiego. Sejmiki wojewódzkie, sądy grodzkie i ziemskie nie w Malborku, lecz w Sztumie się odbywały. Na pierwszych obierano deputatów na trybunał i posłów na generał pruski, drugie sądził wojewoda sam lub przez swego podwojewodziego, trzecie odbywał sędzia ziemski z ławnikami. Województwo malb. miało 4 starostwa: tołkmickie, sztumskie, malborskie i kiszporskie, którego dochody pobierał sam wojewoda. Sumaryusz województwa malborskiego z r. 1565 podaje następ. szczegóły: Prowenta do skarbu zamku malbors. na rok każdy przypadające są w administracyi Jana Kostki z Sztembarka, kaszt. gdańskiego i ziemi prusk. głównego podskarbiego. Do zamku i skarbu malbors. przynależą: 1) m. Malbork, które senat tegoż miasta „temeritate quadam sua,“ czyniąc protestacye, rewidować nie dopuścili, z którego też dochody, któreby do skarbu J. K. M. przynależały, nie są tu wypisane; 2) m. Nytych z wsiami na wielkiej i małej żuławie, które prowenty wszelkie do skarbu malbors. płacą, a których jest w ogóle 62. Wsie te liczą wraz z Nytychem 2391 włók i 10½2 mr. i to osiadłych 2116 i 19½ mr., sołtyskich 153½ włók, kościelnych 82½, wolnych 41 wł. 21 mr., pustych 3 wł., karczmarzów 19, ogrodników, którzy nic nie robią darmo w folwarkach, jeno za pieniądze 14, młynów na rowie kopanym od jez. Dąbrowna, w których wszystka żuława miele zboża pospolicie 5, młynów wietrznych 2, młyn przez pana gdańskiego stawiony do prosa tłuczenia 1, młyn sukienny 1, młyn, w którym na potrzeby zamku malborskiego trą tarcice 1, folwarków na wielkiej i na małej polance, które nie mają pewnej pomiary (? tu liczby brak), dalej jez. Dąbrowno, w którem na potrzeby pana podskarbiego malbors. przemieszkującego łowią. Suma prowentów rewidowanych w wojew. malb., tak pieniężnych czynszowych, jako pospolitych na pieniądze oszacowanych czyni flor. 40923 gr. 15 den. 9. Rozchód wynosi 15077 flor. 4 gr. Wojewodami malb. byli: 1) Gabryel Bażyński, ssta dzierzgoński, herbu Wiewiórki, 1454—56. 2) Ścibor Bażyński (1457—1480). 3) Mik. Bażyński (1481—1503). 4) Maciej Raba z Rościszewa, herbu Kos, 1504—1509 (?). 5) Jerzy Bażyński, herbu Wiewiórka, 1512—1536 (?). 6) Gressa Feliks z Sokołowa um. 1546. 7) Cema Achacy † 1565. 8) Cema Fabian † 1566. 9) Cema Fabian † 1607. 10) Kostka Jerzy † 1610. 11) Stanisław Działyński do 1615. 12) Jan Wejher 1618. 13) Stanisław Konarski † 1626. 14) Samuel Żuliński † 1629). 15) Samuel Konarski do r. 1641. 16) Mikołaj Wejher do r. 1643. 17) Jakób Wejher † 1657. 18) Stan. Działyński † 1677. 19) Jan Ignacy Bąkowski. 20) Jan Franciszek Bieliński. 21) Ernest Dönhoff † 1694. 22) Stan. Łoś † 1694. 23) Jan Przebendowski 1703. 24)Piotr Kczewski † 1722. 25) Piotr Przebędowski † 1756. 26) Michał Czapski 1757. (Ob. Kętrz.: „O narod. pols. w Prusiech zachod.“ 1874, str. 88 i Morawski: „Dzieje narodu pols.“ V, str. 458). Spisy wojewodów pruskich przez Kaspra Schütz i Niesieckiego podane są bardzo mylne i niedokładne, jak zauważył Kętrz. Wojewodom malborskim zarzucają Niemcy wandalizm. Z pewnością, nie utrzymywali oni zamku doskonale, bo najprzód nie mieli za co, a sejmiki nic na ten cel nie chciały przyzwolić albo tylko mało co, a powtóre nie znali się, jak cała Europa w XVII i XVIII wieku, na starych zabytkach. Jednak tę sprawiedliwość przynajmniej oddać im należy, że nie burzyli zamku, co nastąpiło dopiero później po okupacyi pruskiej (Tarnowski). O przebiegu polskiej kolonizacyi wojew. malborskiego, gdzie żywioł polski wnet górę wziął nad niemieckim, zestawił Kętrz. („O ludno pols. w Prusiech,“ str. 194—196) ciekawe szczegóły. Odsyłając ciekawego czytelnika do niego, nadmieniamy tu tylko, że w XVII wieku były według taryf już wszystkie dobra z małemi tylko wyjątkami w ręku Polaków. Zamek malborski zaś i w tej epoce ważną odgrywał rolę, czego dowodem następujące wypadki: Gdy r. 1576 Gdańszczanie Stefana Batorego za króla uznać się wahali, zapozwał ich król przed sądy swoje do M., a gdy się nie stawili, wypowiedział im wojnę (24 września). Lecz ta północna Wenecya nie ulękła się nawet uch walonego pospolitego ruszenia. Po bitwie nad jeziorem Lubiszewskiem, gdzie Gdańszczanie zostali pobici (17 kwiet. 1577 r.), udał się król pod Gdańsk. Ale dopiero 16 grudnia poddało się miasto. Traktatem zawartym d. 16 grudnia w M., zobowiązali się Gdańszczanie zapłacić za koszta wojenne 200000 zł., a 20000 na odbudowanie Oliwy, którą byli zburzyli, i wykonali przysięgę wierności. Za to ponowił im Stefan zaręczenie wolności wyznania i potwierdził przywileje. (Ob. Morawski: „Dzieje narodu pols.“ III, str. 66). R. 1590 wyznaczył sejm warszawski dla stołu królewskiego prócz sstwa rogozieńskiego i tczewskiego także malborskie. R. 1593 bawił tu król Zygmunt III wraz z małżonką; przybył dotąd Nogatem i stanął w zamku; ze strony mieszczan doznał świetnego przywitania; z tym samym zapałem przyjęli go mieszczanie, gdy r. 1623 znów stanął śród nich; zatrzymał się tedy król w M. od 31 maja do 8 czerw. i od 20 aż do 30 czerwca. Towarzyszyło mu 100 hajduków i kilkuset jazdy, których rozkwaterowano na przedmieściach. Nastąpiły teraz długoletnie wojny szwedzkie, przez które zamek malborski wiele ucierpiał. Gustaw Adolf bowiem, wylądowawszy 6 lipca 1626 r. w Piławie, skąd dowódzca twierdzy tylko prochem do niego strzelał, zajął wkrótce Brunsberk, Frombork, Elbląg, a 18 lipca i Malbork, o czem naoczny świadek ks. Jan Visnensis, S. J., następującą daje relacyą: „16 Julii Gustaw w siedm tysięcy pod M. podciągnął i zaraz szaniec rzucił w rogu zamku nad Nogatem, miasta nic nie infestując. Pan Sosnowski, jako tego zamku economus, z panem podstarościm, który tego zamku miał dowództwo i piechoty zwyczajnej, działa wytoczyć z cekhauzu na wał kazali, a drobniejszą armatę nad Nogat i na zamek wysoki od miasta wytoczono. 17-go w piątek, gdy już zmrok ziemię okrywał, Gnstaw nad przykop trębacza swego przysłał, aby się pytał, czy się chcą bronić, czy poddać. Gdy drudzy deliberowali, pan Pęcławski odpowiedział: J. Król. Mości, Panu naszemu, przysięgliśmy i do ostatniej kropli krwi bronić się jesteśmy gotowi. Potem trębacz odjechał do szańców, a po godziuie Gustaw kapitany nad okopy malborskie nasłał i nas nastraszając, nocnego pokoju ujmował. Może i to być, że jako rycerz sam nad okopami był, ale rozeznać trudno było dla wzroku ciemnego. Z miasta noszono coś do jego szańców, ale coby, tego twierdzić nie mogę, bo rozeznać noc nie dopuściła. Powiadają, że i w nocy Szwedowie w mieście byli, ale i to niepewna. 18 Julii, t. j. w sobotę rano o trzeciej godzinie po północy, wyprowadził Gustaw wojsko ku zamkowi od Elbląga z szańców, połozył sześć pułków od cegielni, to jest od żuławy małej, a jeden od Nogatu, nad szańcami za wieżą modrą, i szturmował az do ósmej na półzegarze, na stajanie od okopu stanąwszy. Pan Pęczławski, chociaż nie on zamkiem rządził, ani zamkową piechotą, wszakże swoją piechotą, której miał dwieście, ochotnio rozrządził, posłał 50 za most do fortecy, na wysoki zamek 50 od miasta, a 100 na wały wyprowadził, kędy działa ku szturmowi były zasadzone. Pan podstarości 60 piechoty zamkowej pod Nogat posłał, a 100 na wały i baszty wystawił. O godz. 7 podczas szturmu przyszło piechoty coś nad 100, miasto Niemców Rusini, co ich na szkutach pobrano i ołowiu przy nich coś, słyszałem, dodano. Tym, gdy szturmowano, muszkiety rozdawano, a kul dziesięć ulano i między nich rzucono. Prochu też dodawano, ale że na prędce wydając, sami się prochem zapalili. Tych postawiono ku szańcowemu pułkowi; strzelali nasi potężnie od trzeciej godziny aż do dziewiątej i zrażali Szwedów jako mogli. O dziewiątej godzinie obaczywszy, ze nieprzyjaciela z drugimi pułkami do miasta puszczono wolno, skoczą nasi na wysoki zamek odpierać ich od miasta, ale trudno, zaraz się pokryli po domach i naszych z wałów z bramy miejskiej i piaskowej i z domów miejskich odpędzili od strzelby; tam piechoty pięć na śmierć padło, a pięć postrzelonych zostało. Przed Gustawem w miasto wjechał burmistrz Pheninus, a dobosze przed burmistrzem, potem pułki szły. Nasi potężnie z dział do nich strzelając, dobosza przez poły zabili, i burmistrzowi urwała kula sztukę płaszcza. Gustaw się umknął. Gdy wszedł do miasta w pół do dziewiątej po południu, zamek się bronił, że już począł Gustaw w mieście szańce rzucać. Nasi, odstrzelani od dział na wałach, poczęli z zamku wysokiego potężnie z hakownic i śmigownic strzelać i bronili ulic, aby się pod zamek nie kupili, ale skradli się pod bramę zamkową, gdy drudzy zabawiali naszych od rynkn. Wtem piechota z fortecy nad mostem uciekała. Szwedowie, one opanowawszy, nikomu z niej na podwórze w zamku ukazać się nie dali. Bramę z zamkiem potężnie wyłamali, i już chorągwie na zamku niższym się pokazały. Marszałek (Wrangel) na niższy zamek wjechał; ja to obaczywszy skoczę, a za mną pan Pęczławski, chcemy dziedziniec zawrzeć, ale wzwodu nie naprawiono, bo dopiero w sobotę, gdy już szturmowano, robiono koło niego, a nas obaczywszy marszałek Gustawa, krzyknie po łacinie: „Qui non vult perire, deponat arma.“ Piechota za panem Pęczławskim skoczyła, a zrozumiawszy od drugich, co marszałek mówił, muszkiety rzuciła i szable od niej odbierano. Kazano nam stanąć pod mielcuchem (t.j. słodownią), a piechota szwedzka się sypała, i weszło ich do 7000; gdy weszli, koło uczynili na występie i do zamku wysokiego gromadnie weszli. Nas wszystkich do Cornusa wprowadzono; tam pod strażą, siedzieliśmy. Gustaw 19 Julii, w niedzielę o dziesiątej, wjechał, nas wyprowadzonych z Cornusa pochwalił, że z małą garścią tak mężnie się broniliśmy; chciał potem, aby piechota pozostała do niego przystała i zostawił ich sobie kilkudziesiąt. Pana Pęczławskiego chciał na służbę pociągnąć, postępując na ćwierć po 400 talerów, ale on statecznie wymówił się przysięgą królowi, panu swemu, i tam nam obiecał wolność, którą nam dał nazajutrz 20 Julii“ (Ob.: Relacya o wzięciu zamku malborskiego r. 1626 die 18 Julii, od księdza Jana Visnensi S. J. opisana, w Przyj. Ludu, Leszno, 1842, str. 39—40). Dopiero r. 1629 stanął za pośrednictwem Francyi i Anglii rozejm na 6 fat w Starym targu (Altmark), mocą którego zamek malborski został oddany w sekwestr szwagrowi Gustawa, Jerzemu Wilhelmowi, elektorowi brandenburskiemu, który następnego roku osobiście tu zjechał. W ręku Brandenburczyków pozostał zamek aż do r. 1635, w którym w Sztumskiej wsi zawarto pokój, raczej rozejm na 26 lat; we wrześniu tegoż roku zajęli znów zamek Polacy, a w lutym r. 1637 sam król Władysław IV zaszczycił go swą obecnością. R. 1644 powstał przez nieostrożność pożar, który na wysokim zamku zniszczył dach cały i część zewnętrza; mury jednak i sklepienia ocalały. Restauracya nastąpiła dopiero po 60 latach za czasów Augusta II r. 1702. R. 1655 wybuchła druga wojna szwedzka (1655—60); znów M. słabo tylko był obwarowany, cała załoga składała się z 600 żołnierza, 200 hajduków i 400 dragonów. Dla tego stany pruskie, zgromadzone na sejmiku w M., weszły z elektorem brandenburskim Fryderykiem Wilhelmem w układ; zawarto zaczepno-odporne przymierze przeciw każdemu nieprzyjacielowi. Stany obowiązały się postawić 4000 żołnierza, elektor zaś powiększyć swemi siłami załogę M. Z okazyi tych pertraktacyj przybył Fryderyk Wilhelm sam do M. Skoro się Gustaw o tem wszystkiem dowiedział, wyruszył niebawem ku Prusom i zająwszy Elbląg i Toruń, posunął się pod M., którego bronił Ludwik Wejher, wojew. pomorski; tenże z pogardą odrzucił propozycyą poddania się. Tymczasem udało się Gustawowi Braudenburczyka przeciągnąć na swoja, stronę; dał mu bowiem mocą traktatu królewieckiego (7 stycz. 1656) Prusy książęce w lenność i przyłączył do niego jeszcze biskupstwo warmińskie. Potem poruczył oblężenie M. jenerałowi Steinbockowi (14 lut.), którego wspierali Brandeuburczycy; później dowodził tu wojskiem szwedzkiem Jakób de la Garde. Załoga stawiała z początku mężny opór, ale gdy Ludwik Wejher umarł, objęli komendę po nim Jakób Wejher, wojew. malborski i Zygmunt Güldenstern, rządca zamku sztumskiego. Ci, nie widząc znikąd pomocy, dla braku amunicyi po jednomiesięcznem oblężeniu d. 9 marca podpisali kapitulacyą. W kwietniu przybył Karol Gustaw do M. i zawarł tu z elektorem brandenburskim, zajmującym teraz wyczekujące stanowisko, d. 25 czerwca 1656 r. nowy układ, dzieląc się zdobyczą. W ręku Szwedów pozostał zamek aż do pokoju oliwskiego (1660). R. 1677 był w M. król Sobieski wraz z małżonką; stąd ruszył do Gdańska. Gdy po śmierci Jana Sobieskiego nastąpił spórny wybór 1697, popierał Działyński. podówczas starosta ks. francuskiego Conti, i nie chciał Augustowi wydać zamku; widząc jednak, że sprawa Francuza nie znalazła u narodu dostatecznego poparcia, wydał zamek Flemingowi, który 1000 kirysyerów obsadził. W marcu r. następnego zaś król August sam ciągnął z wojskiem przez Malbork do Gdańska. Krótko potem wybuchła znów wojna między Augustem II a Karolem XII, zamek malborski znów różne przechodził koleje, raz w szwedzkiem, drugi raz w saskiem znajdując się ręku. Chcąc się ratować, wysłał August z M. pełnomocników do Karola (1703), ale ci nic nie wskórali, a po bitwie pod Pułtuskiem posunął się Szwed pod Toruń, potem ruszył przez M. pod Elbląg, który zajął. R. 1708 d. 6 czerw. przybył Stanisław Leszczyński do M., pożegnawszy się wprzód z Karolem, który ciągnął do Rossyi, w Smorgoniach, i zabawił tu wraz z matką i małżonką, które ze Szczecina przybyły, całe cztery miesiące. Ale po klęsce pułtawskiej (1709) opuściła załoga szwedzka, składająca się z 70 żołnierzy, zamek (15 paźd.); zajęli go znów Sasi i sprzymierzeńcy Augusta, który d. 2 czerwca r. 1710 znów tu przybył; na jego przyjęcie urządzono odpowiednio mieszkanie w. mistrzów. Za to kazał król wyprawić wielką zabawę z strzelaniem do tarczy i uwolnił króla kurkowego od poborów i wszelkich podatków. Gdy r. 1734 Rosyanie pod wodzą Münnicha oblegali Stanisława Leszczyńskiego w Gdańsku, obsadziła M. rosyjska załoga, a przechodzące tędy ich inne oddziały zabrały z zamku 5 ostatnich armat i resztę prochu. Podczas wojny siedmioletniej (1756—63), kiedy wojska pruskie i rosyjskie dowolnie przekraczały granice Polski, zajęli Rosyanie 1758 Elbląg, Toruń, Grudziądz i M., gdzie komenderował najprzód Buturlin a potem Sołtykow. Wreszcie w r. 1772, przy pierwszym podziale, przeszedł razem z Prusami Zachod. i Malbork pod panowanie królów pruskich. Już 12 wrześ. tegoż roku opuściła załoga polska pod majorem Goltz zamek i miasto, a dnia następnego zajęli je Prusacy, którymi dowodził major v. Tadden. 27 września zaś odebrali w imieniu króla Fryderyka W. nadburgrabia v. Rohde i naczelny prezes v. Domhardt w wielkim refektarzu od stanów pruskich przysięgę homagialną. Na pamiątkę tego zdarzenia wybito medal, z których jeden złoty jeszcze dotychczas w mieście się przechowuje. Wówczas jeszcze nie potrafiono należycie ocenić wartości starych zabytków; dla tego tenże sam Fryderyk zaraz potem (r. 1773) zrobił z zamku koszary, a mieszkańcy M. używali cegły i ciosów zamkowych do budowli swych domów; r. 1785 zaś kazał król w przepysznym i podówczas jeszcze dobrze zachowanym refektarzu w. mistrza urządzić przędzalnie bawełny. Gorzej jeszcze gospodarzono w zamku za czasów Fryderyka Wilhelma III, gdzie r. 1801—1803 wysoki zamek zamieniono na śpichlerze; wtedy to zniszczono owe piękne sklepienia i ściany, złocenia i gzymsy, tak że Francuzi, którzy tu r. 1807 mieli magazyny i lazarety, już tylko mało do zniszczenia przyczynić się mogli. Dnia 25 kwiet. 1807 r. przybył Napoleon sam do M., gdzie na przedzamczu dla niego urządzono na prędce mieszkanie; zabawił tu tylko jeden dzień. R. 1812 ciągnęły tędy znów wojska francuskie, z których jednak niedługo potem tylko niedobitki wracały przez M. 11 stycz. 1813 r. stanął tu Murat z wielu generałami, ale na drugi dzień rano o 10 godz. opuścił śpiesznie miasto, bo pokazywały się już wedety kozackie. Po wojnach francuskich ocknął się w Niemczech gust romantyczny, a w Prusach zapał patryotyczny do wspomnień krzyżackich, i tedy to postanowiono tę wspaniałą niegdyś budowlę znów odrestaurować, do czego przyczynił się mianowicie ówczesny następca tronu, późniejszy król Fryderyk Wilhelm IV, wielki znawca sztuki, i minister Schön. Najprzód trzeba było oczyścić dolne kondygnacye i fosy z gruzów, do czego włościanie z Żuław dostarczali bezpłatnie podwód; w samych pierwszych dwóch latach wywieziono 48000 fur gruzu. Potem praca już raźniej postępowała. Od r. 1817—1824 odrestaurowano najprzód, ze składek po całych Niemczech zbieranych, średni zamek, i to podług najlepszych w archiwach znalezionych planów. Pod kierownictwem budowniczego Obucha prace wnet tak daleko się posunęły, że już r. 1822 d. 27 wrześ. można było obchodzić w wielkim refektarzu 50-letnią rocznicę połączenia Prus zachodnich z Niemcami. Reszta zabudowań jednak użytą była aż do najnowszych czasów na magazyny, kancelarye i mieszkania intendentury wojskowej. Ale w ostatnim czasie powzięto zamiar i tę cześć zamku restaurować, by tu potem założyć muzeum dla Prus Wschodnich i Zachodnich; na to uchwaliła już izba poselska pewną sumę rocznie. W końcu nadmieniamy jeszcze, że r. 1872 obchodzono na zamku malborskim stuletnią rocznicę połączenia Prus Zachodnich z niemiecką ojczyzną. Na uświetnienie tej uroczystości zjechał sam cesarz do M. i położył kamień węgielny pod pomnik, który następnie r. 1877 odnowił syn jego, następca tronu. Śpiżowy ten pomnik przedstawia Fryderyka Wielkiego, stojącego na postumencie, otoczonym z czterech stron czterema figurami, wielkich mistrzów krzyżackich wyobrażającemi. Pierwszy, to Herman v. Salza, ten, którego nieszczęsny mazowiecki Konrad prosił przez posłów w Wenecyi, żeby mu rycerzy swoich przysłał przeciw poganom, ten, co w nadanej ziemi dobrzyńskiej zyskał podstawę do przyszłych operacyi zakonu; drugim jest Siegfried v. Feuchtwangen, ten, co siedzibę wielkich mistrzów z Wenecyi przeniósł do M.; trzeci, to najzaciętszy pogromca Litwy, zwycięzca Kiejstuta, Winrych v. Kniprode; czwarty wreszcie, to ostatni z mistrzów krzyżackich, a pierwszy z książąt pruskich Albrecht; każdy z nich pracował nad dziełem, które uwieńczył Fryderyk, stojący słusznie na ich barkach tu na pomniku, bo na ich robocie wsparł się i stanął w historyi. Pomnik ten robił rzeźbiarz Simmering w Berlinie (Ob. Tarnowski, l. c., str. 75—76).

Miasto M. leży pod 54° 1' płn. szerok. geogr., a 36° 40' wsch. dłg., 15—20 metrów nad poz. morza. Powstało z prastarej wioski, w dok. z XIII w. Aliem zwanej, obok której krzyżacy postawili co dopiero opisany zamek. Z wioski zrobiło się z czasem miasto, które, podobnie jak zamek, także M. zwano. Że tu już od dawna istniała jakaś osada, tego dowodzą urny, które tu i w pobliżu wykopano; świadczy o tem Borck w „Echo sepulcralis,“ manuskrypcie dotąd niedrukowanym z r. 1765, str. 189, II. „Marienburgi Anno 1700 urnae extractae in fonte aversa domus Ewerbecki Consulis, occidentem versus sita. Altero lapide a Marienburgo civitate in clivoso agro inter loca Stumsdorff et Neudorffchen urnae ferales sunt depromptae, ex quibus duae solidiores albicante constabant materia“. A Ossowski powiada w objaśnieniach do mapy archeol. Prus Zach., że w Hoppenbruch, wsi oddalonej tylko ⅛ mili od M., znaleziono urny w grobach skrzynkowych, na które tu bardzo często przypadkowo natrafiają, str. 73. Przywilej lokacyjny dla M. wystawił mistrz ziemski, Konrad V. Thierberg, d. 27 kwiet. r. 1276, nadając miastu 48 włók. Odtąd miasto te samo przechodziło losy co zamek. Obok Gdańska i Torunia zajmował M. w dawnych Prusach trzecie z rzędu miejsce. Jeszcze dziś wzbudzają stare kościoły i domy ciekawość znawcy. Na szczególną wzmiankę zasługuje rynek, stanowiący szeroką ulicę, otoczoną z dwóch stron podcieniami czyli altanami (Lauben) w domy wsuniętemi, które długim rzędem ciągną się niby aleje przy dolnych piętrach domów, podobnie jak w Kwidzynie. Mieszkańcy tak sobie w nich lubują, że przy reparacyi tych starych domów podcieni nie wolno usuwać. Na końcu rynku stoi stara oryginalna brama św. Maryi (Marienthor) i ratusz z ładnemi drzwiami i wieżą, w której jest dzwonnica i piękny starożytny zegar. Prócz ratusza należy do najstarszych zabytków miasta katol. kościół ś. Jana ap.; bo gdy po klęsce pod Grunwaldem na rozkaz Henryka v. Plauen celem lepszej obrony miasto zostało zburzone, ocalały tylko te 2 budynki. Ładna to i pełna charakteru budowla; z zewnątrz czworoboczna jak dom, i wewnątrz także, tylko na trzy równe nawy podzielona, gotycka, ale ołtarze z XVII w. nie odznaczają się żadną sztuką. W kościele jest wiele ciekawych zabytków. Koło ołtarza śliczna żelazna krata, u sklepień bronzowe świeczniki prawie tak piękne jak w Gdańsku, kawałek bardzo ładnych stali, jeden bardzo ładny tryptyk ołtarzowy, a na ścianie ładna w drzewie rzeźbiona koronacya Matki Boskiej. W zakrystyi w pysznej szafie są dwa kielichy gotyckie prześlicznej roboty, jest bogata monstrancya z XVII w., jest ornat piękny z datą r. 1655. Jest i nagrobków parę; płyta grobowa w podłodze ma na sobie figurę rycerza z małym synkiem, a napis mówi, że to jakiś Adam von Götzen, Brandenburczyk, który poległ czy zmarł w czasie wojen szwedzkich. Inny nagrobek dziecinny, z bardzo ładną główką chłopięcia, skarży się, że „vix editus in lucem iam subtrahor orbi“ i uczy, że to dziecko trzechletnie to Piotr, syn Macieja Konopackiego, podkomorzego chełmińskiego, zmarły roku 1589.“ Borck wspomina w swojem: „Echo sepulchralis“ (II, str. 203) jeszcze o nagrobkach Piotra Wedelszteda: „cui conjunx superstes cum prole moestissima hoc doloris et amoris simul monimentum fecerunt“ z XVII w. i Adryana Kitnowskiego, sędziego ziemskiego malborskiego, który umarł r. 1684. Słowem, tak pisze Tarnowski (l. c., str. 89), ładny, stary, oryginalny i sympatyczny to kościół, w nim jakoś czuje się człowiek w Polsce. Kościół ten był od r. 1539—1598 i 1626—1660 w ręku innowierców. Z proboszczów tutejszych znani są: 1) Gerhard r. 1284. 2) Jan de Royde r. 1371. 3) Engelbert r. 1405. 4) Jan v. Höfen (według Borcka Jan Konopacki) r. 1519; od r. 1530—37 był biskupem chełmińskim. 5) r. 1580 Mikołaj Laszyński. 6) Stanisław Illovius r. 1597. 7) Tomasz Band r. 1598. 8) 1667 Marcin Herman Wejher. 9) 1737 Jan Kłossowski. 10) 1739 Aug. Tadeusz de Klincz von Rautemberg Kliński, syn Franciszka Klińskiego, sędziego gdańskiego. 11) Jan Kalkstein, kanonik gnieźnieński; R. 1878 liczyła katol. paraf. malborska 3070 komunikantów. Ew. kościół św. Jerzego pochodzi z nowszych czasów, stary bowiem, który stał na tem samem miejscu, został roku 1460 podczas oblężenia po większej części zburzony. Tedy go król Kazimierz Jagiellończyk darował miastu, które go miało odbudować, co jednak dopiero między r. 1706—12 nastąpiło. Protestantyzm zaczął się tu bardzo prędko szerzyć; już r. 1526, mówią, miał tu podobna kazania Jakób Knade. Około r. 1607 przyszli jezuici do M.; sprowadził ich Marcin Herman Wejher, proboszcz malborski, razem z Melchiorem Wejherem, którzy też w Chojnicach ich osiedlili. Wkrótce wystawili sobie tu nowe kolegium tuż obok katol. kościoła paraf. przy rynku. R. 1638 zaś uzyskali prawo nabycia gruntów w Grudziądzu i Malborku za 30,000 flor. na każdem miejscu, z czego też według możności korzystali. Borck wylicza prócz tego dobrodziejów zakonu, którzy ich hojnymi darami wsparli; i tak darował im Jan Kuczborski bisk. chełmiński († 1624) 15,000 pewnie flor.; r. 1651 Paweł Kukliński (subdapifer Mielnicenses) wraz z małżonką Elżbietą z Młodzianowskich 25,000. R. 1652 Jan Tesmer, fundator bonifratrów w Gdańsku, 8,000; r. 1671 Stanisław Baliński, asesor malborski wzbogacił ich bibliotekę. Innym dobroczyńcą był Bernard Sasin, kanonik chełmiński (r. 1681 †) i Władysław Trzcieński, herbu Leliwa, podwojewodzic chełmiński 1688 r.; wreszcie r. 1693 Stanisław Zawadzki herbu Rogala, sekretarz królewski, który im legował 60,000 flor. (monetae pruthenicae). Dwie rezydencye mieli jezuici w M.: jednę w mieście, a drugą na zamku, gdzie im powierzone były obie kaplice N. M. Panny i św. Anny. Na zamku też zbudowali sobie ojcowie r. 1650 gmach szkólny czyli kolegium. Oprócz tego istniała tu już za czasów krzyżackich t. z. szkoła łacińska (Ob. Dr. Breiter: Die lateinische Schule in Marienburg, 1864), — z niej powstało dzisiejsze gimnazyum, które r. 1860 d. 10 paźdz. zostało otwarte. Zakład dla głuchoniemych istnieje tu od r. 1833, ew. seminaryum już r. 1813 d. 1 maja; było to pierwsze w Prusach; jest tu także szkoła agronomiczna, która 1883 r. liczyła 202 ucz., r. 1884 zaś 177; dalej wyższy zakład dla dziewcząt połączony z seminaryum dla nauczycielek, posunięta szkoła miejska, 2 katol. szkoły, 2 szkoły niższe. R. 1866 powstał w M. nowy dom sióstr miłosierdzia pod opieką N. M. Panny. Wybudowany jest ze składek i jałmużn zbieranych po całej okolicy przez kilka pobożnych pań, zachęconych do tego przez tamecznego kapelana księdza Konrada. Po zebraniu pewnej sumy zawiązał się komitet z kilku godnych i gorliwych obywateli miasta; na czele stanął miejscowy proboszcz kanonik Wien. Wybudowano dom i, otrzymawszy tak ze strony władzy duchownej jak i świeckiej potrzebne ku temu potwierdzenie, powierzono go siostrom. Wysłane zostały 3 siostry, później było ich 6. Opatrywały 20—30 chorych i wychowywały 20 sierotek. Następnie urządzoną została szkółka dla biednych dzieci, których tu około sto uczęszczało i maleńki internat dla 18 uczennic; t. z. kulturkampf zadał siostrom ciężki cios; pozostawiono im tylko pielęgnowanie chorych. (Ob. Fankidejski: Klasztory żeńskie etc., str. 238). Klimat w M. jest zdrowy, ale zimny, bo dla braku borów i gór miasto wystawione jest na północne wichry; w okolicy miasta zaś panują często epidemiczne choroby, może dla braku dobrej wody do picia. Prócz przedmieścia Kałdowa, leżącego na lewym brzegu Nogatu i złączonego z miastem mostem łyżwowym, liczą się do miasta jeszcze 2 wsie: Hoppenbruch (675 mk. r. 1868) i Willenberg i enklawa Fleischerweide. R. 1772 liczyło miasto bez przedmieść 262 dymów, z przedmieściami 4575 mk., bez nich: 2831. R. 1819: 4931; 1858: 7532. R. 1868 było tu 8249 mk. i to 4875 ew., 2873 katol., 144 menonitów, 10 kalwinistów i 1 baptysta, 2 niem. kat., 27 wolnej sekty (freie Gemeinde) i 317 żyd.; dm. było 737 r. 1868. R. 1877 liczono 8538 mk., 6/10 ewang., 3/10 katol., 1/10 menonitów i żydów. Mieszkańcy trudnią się głównie handlem płótna, które sprowadzają z Warmii, dalej skupywaniem bydła i handlem zboża na wielką skalę, gdyż cały obrót wynosi w tym kierunku rocznie około 8 milionów marek. Małych rzemieślników jest bardzo wielu, tak że są w stanie zaspokoić wszelkie potrzeby gęsto zamieszkałych Żuław. Są tu prócz tego: 2 drukarnie, 2 wodne młyny, 1 młyn parowy, 2 tartaki parowe, 2 fabryki waty, 1 fabryka octu, 1 fabryka mydła, 1 pralnia parowa, kilka browarów i cegielni, 3 fabryki machin, gazownia, 1 fabr. wyrobów glinianych (Thonwaarenfabrik) i cukrownia, która w kampanii z r. 1883/84 576,860 centn. buraków przerobiła. Tutejszy most żelazny został zbudowany r. 1857 na wzór tczewskiego; spoczywa na trzech murowanych filarach i jest 278 metrów długi. Portale i wieże w gotyckim stylu są dziełem nadbudowniczego Stüler; most zaś budował jakiś Lentze. Niedaleko zamku stoi pomnik pamięci burmistrza Blume poświęcony, który tu, jak wiadomo, 8 sierp. 1460 r. za zdradę poniósł karę śmierci. Jako miasto powiatowe jest M. siedzibą różnych władz rządowych; jest tu więc landratura, sąd ziemiański okręgowy (Amtsgericht), inspektura tam, sztab drugiego batalionu 45-go regimentu, stacya poczt. pierwszej klasy, st. teleg. z 9 aparatami. Poczty osobowe idą stąd do Nowegodworu (Tiegenhof) i do Sztumu; poczta posłańcowa zaś do Alt-Münsterberg. Prócz tego jest w M. filia banku państwowego i bank prywatny. Jarmarków odbywa się 6 do roku, 2 kramne, 3 na bydło i konie i jeden 2-dniowy na konie cugowe. Malborski okrąg urzędu stanu cywilnego liczył 1880 r. 9,559 dusz; 1882 r. urodziło się 360 dz.; umarło 394 osób, zawarto 63 ślubów; wreszcie jest w M. stacya 4 kolei, o których przy opisie pow. będzie mowa. R. 1883/84 wynosiły komunalne i powiatowe podatki na miasto 129,902 mrk. Przypadał 300 proc. podatku klasowego i dochodowego, i 140 proc. podatku budynkowego.

Powiat malborski leży między 53° 55' i 54° 18' płn. szer. a 36° 28' i 37° 8' wsch. dług. i graniczy na północ z pow. gdańskim, na wschód z zatoką fryską, pow. elbląskim i pow. holądzkim, na płd. z pow. sztumskim, a na zach. z gdańskim i starogrodzkim. Obejmuje żyzne niziny, żuławami zwane, które tylko przy Marienhöhe wznoszą się 36 metrów npm. Areału ma 15.13 mil kwadr. czyli 81,219 ha. Rola orna zajmuje 58.8 proc., a jeden hektar przynosi przecięciowo 33.6 mrk. zysku czystego; ogrody zajmują 0.9 proc. (1 ha. 43.8 mrk.), łąki 24.7 proc. (1 ha. 31.8 mrk.), past. 3.8 (1 ha. 8.7 mrk.), bory 2.1 proc. (1 ha. 9.3  mrk.). Przecięciowo przynosi każdy ha. 30.9 mrk., co świadczy o nadzwyczajnej żyzności gleby, która pod tym względem przewyższa wszystkie powiaty Prus wschod. i zachod. Pow. malborski liczy 57,566 mk. (r. 1879), 2 miasta Malbork i Nytych (1691 mk.) i 1 targowisko Nowydwór (Tiegenhof) 2,441 mk.; tu jest także sąd okręgowy. Główne rzeki powiatu są Wisła i Nogat, Wisła płynie od Grudziądza prawie na północ, dzieli się przy mątawskim cyplu na właściwą Wisłę i na Nogat; pierwsza tworzy zachodnią granicę pow. malborskiego i dzieli się w odl. 9 kil. od morza pod Gdańską główką, (? Danziger Haupt) na gdańską i starą, czyli elbląską Wisłę, która tworzy północną granicę pow. malborskiego. Nogat tworzy od cypla mątawskiego aż do Malborka południową granicę powiatu. Dawniej odpływała Nogatem tylko mała część wody, ale z czasem powiększało się łożysko, już to przez spad stromy, już to przez wygłębianie, tak że potem Nogat więcej wody uprowadzał niż Wisła. Stąd powstały wielkie pomnik pamięci burmistrza Blume poświęcony, spory między Gdańskiem a Elblągiem za czasów jeszcze polskich. Dla tego zasypano między r. 1845-1857 ujście do Nogatu przy mątawskim cyplu i przekopano 4 kil. niżej z Wisły nowy kanał do Nogatu (Weichsel-Nogat-kanal), 2 kil. długi, którym teraz ⅓ część wody upływa. Potem płynie Nogat w północno-wschodnim kierunku przy M., wstępuje poza Czerwoną będą (Rothebnde) w pow. elbląski i wielu ramionami wpływa do zatoki świeżej. Z mniejszych rzek zasługują na wzmiankę Mała Święta, wypływająca z mątawskiego boru, i Wielka Święta (gr. Schwente), mająca swe źródło przy Altenowie. Przy Nytychu łączą się te dwie rzeczki i przybierają przy Nowymdworze miano Tugi (Tiege). Tuga jest dla mniejszych statków spławna i uchodzi dwoma ramionami do zatoki Świeżej, między Nogatem a Stara Wisłą. W swej dolnej części stanowi Tuga część kanału gdańsko-elbląskiego, który przy Nowymdworze opuszcza Tugę, przy Czerwonej budzie zaś pod Główką gdańską łączy się z gdańską Wisłą. Kanał ten jest teraz główną drogą wodną między Gdańskiem a Elblągiem, gdyż elbląska Wisła teraz już zbyt snadka; jest 18 kil. długi. I Linau i Pröznick (ostatniej nie można było odszukać na mapie) przyczyniają się nie mało do osuszenia tej mokrej ziemi na Żuławach. Prócz tego jest tu jeszcze wiele strug i rowów, starannie utrzymywanych, które z niemiecka po większej części „Lachen“ albo „Graben“ zowią np. Binnen-Lache, Kirsch-Graben, Schmier-Gr., Trumm-Gr., Land-Graben i t. d. O Młynówce (Mühlengraben), uchodzącej do Nogatu pod Malborkiem, była już przy opisie zamku mowa. Z jeziór wymieniamy dzierżgońskie (Drausen-See), którego tylko zach. część należy do pow. malborskiego. Komunikacya jest tu zimą bardzo trudna, bo na mokrych gruntach sypanie bitych traktów z wielkiemi połączone jest kosztami. Zbudowano jednak dotąd już następujące: 1) z Lisewa do Fiszewa 33.80 kil. dłg. 2) ze Starego pola do Reichfelde 4.70 kil. dłg. 3) z Usewa do Nytychu. 4) z Nytychu na Nowydwór i do Platenhof. 5) z Nytychu do Malborka i 6) z Thiergarth do Grunowa; długość tych 4 ostatnich wynosi 47.57 kil. w powiecie. Cztery żelazne koleje przerzynają powiat: 1) kolej wschodnia od Lisewa do Grunowa na 39 kil. przestrzeni; stacye są: Szymon, Malbork, Stare pole i Grunowo. 2) Prywatna kolej malborska-mławska, z przystankami w Sandhof, Liebenthal i Lindenwald. 3) Poboczna kolej z Tiegenhof na Nytych do Szymona z odnoga, na Heubude do Malborka. 4) Wreszcie kolej miast nadwiślańskich (Weichselstädte-Bahn) z Malborka na Kwidzyn, Sztum, Grudziądz, Chełmno i Toruń; otwartą została 15 sierp. 1883 r. Pow. malborski wybiera razem z elbląskim 2 posłów do parlamentu. Ludności liczono 1819 roku 39,884; 1858: 55,126; 1861 r. 56,205; 1879 r. 57,566. Na milę kwadr. przypadało 3714.1 dusz. Ludność katol. pomnaża się stosunkowo. Co do wyznania liczono w pow. 1819 r. 13724 katol.; 1858 r. 20761; 1861 r. 21147. Ewang. 1819 r. 19718; 1858 r. 29341; 1861 r. 29097. Menon. 1819 r. 5687; 1858 r. 5415; 1861 r. 5343. Żydów 1819 r. 218; 1858 r. 468; 1861 r. 489. Sekta menonitów zmniejsza się więc z roku na rok, co ma swoje przyczyny. Menonici przybyli tu z Holandyi r. 1568. Osiedlili się najprzód około Nowego dworu (Tiegenhof). Sprowadzili ich Jan i Szymon v. Loysen, którzy byli wówczas tenutaryuszami ziemi nowodworskiej. Tu osuszyli oni te moczary, które im następnie r. 1578 nadał Jan v. Loysen na 30 lat w dzierżawę za 52 złotych i 13 kur od włóki. R. 1581 przeszedł ten klucz cały w ręce Ernesta Wejhera, kasztel. elbląskiego) który z menonitami zawarł nowe kontrakty na 20 lat. Według tych kontraktów byli men. wolni od tłoki, od sypania grobli, z wyjątkiem tych, które leżały w ich granicach i nowodworskiej; byli także wolni od podwód i kwaterunków i mieli wszelką wolność co do wyznania. Władysław IV potwierdził im ich przywileje r. 1642. Jeszcze dziś nazywają ziemię przez nich zajętą włókami holenderskiemi; takich włók liczono w drugiej połowie XVII w. 430; r. 1867 zaś 528½. Że między ich przywilejami była i wolność od służby wojskowej, można na pewno przypuścić, bo tej zakazywały im ich przepisy. Wsie, które jeszcze dziś mają holenderskie włóki, na których przeważnie siedzą, menonici są: 1) Około Nowego dworu: Platenhof, Tiegenhagen, Tiegerweide, Reimerswalde, Orlofferfeld, Pletzendorf, Orłowo, Pietzkendorf, Petershagenfeld. 2) Na wielkiej żuławie, t. j. między Wisłą i Nogatem, ale dalej na południe: Hejbudy, Gurken, Herrenhagen. 3) Na małych żuławach, t. j. na prawym brzegu Nogatu: Kampenau, Schwansdorf, Hohenwalde, Thiensdorf, Balewo, Marcushof, Węgle, Eschenhorst, Altrosengart, Rosenort, Reichshorst, Sorgenhorst, Kuckuck, Kronsnest, Sparau i Szenweza. R. 1678 potwierdził im ich przywileje król Jan III Sobieski, później uczynili to samo Augustowie r. 1732, 1736 i 1764. Nie brakło jednak sporów między nimi a ewangielikami, mianowicie co do dziesięcin i co do wystawiania metryk; zachodziły też zatargi z władzami rządowemi względem nabywania majątków, czego im rozkazem gabinetowym z d. 15 lut. 1824 r. zakazano, wreszcie co do służby wojskowej, na którą im ich przepisy nie zezwalają. Dla tego menonici zaczęli opuszczać żuławy i osiedlać się w południowej Rosyi, gdzie  w pow. ekaterynosławskim niektóre nazwy osad przypominają jeszcze wsie na Żuławach malborskich położone, np. Grunau, Kampenau, Kronsdorf, Mirau, Rosengart, Schönwald, Tiegenhof, Tiegenort, te zostały założone r. 1823, a 1832 r. Gr. i Kleinwerder. Około Melitopola zaś powstały następ. osady. R. 1804 Halbstadt, Blumstein, Altenau, Münsterberg, Muntau, Schönaw; 1805 r. Ladekopp, Orloff, Petershagen, Rosenort, Schönau, Tiegenhagen, Tiege; 1806 Fürstenau; 1811 Rückenau; 1819 Lichtfelde i Marienau; 1820 Pordenau, Rudnerweide i Scharpau; 1821 Fürstenwerder; 1822 Tiegerweide; 1824 Prangenau i Wernersdorf; 1828 Sparau. Wszystkich osad menonickich jest tam 44. Nad Samarą, lewym dopływem Wołgi, leży kol. Köppenthal, 1844 r. założona. W nowszym czasie zniesiono w Prusach całkiem przywilej gwarantujący menonitom wolność od służby wojskowej; z tej przyczyny opuszczają oni jeszcze wciąż stare siedziby szukając nowych. (Ob. Eckerdt: Geschichte des Kreises Marienburg, 1868, str. 169—174 i 241—243). Pod względem narodowości liczono w pow. malborskim 1861 r. Niemców 55,174 (11650 familij), Polaków 955 (223 familij), 2 Morawian. Takie liczby podają niemieckie źródła, które trudno sprawdzić. Oprócz wymienionych już 2-ch miast i 1-go targowiska, jest w pow. 152 wsi, 4 folw., 3 kolonie i 13 wybudowań (1861 r.). Domów mieszkalnych liczono 1819 r. 5227, 1858 r. 5313, 1861 r. 5408, a więc na milę kwadr. 1819 r. 345•46 dm., 1858 r. 351•13, 1861 r. 357•57; na jeden dom przypadało 1819 r. 7•63, 1858 r. 10•35, 1861 r. 10•37 mk. W Malborgu samym było 1825 r. 5258 mk., dm. zaś 633; 1858 r. 7532 mk. a 765 dm.; 1861 r. 7560 mk., a 755 dm.; zatem przypadało na jeden dom 8•2 mk. r. 1825, 9•8 r. 1858, a 10 r. 1861. Stajni, stodół i szop było w pow. 1819 r. 2758, 1858 r. 5937, 1861 r. 5756; a zatem przypadało na milę kw. 1819 r. 182•2, 1858 r. 392•4, 1861 r. 340•6; że r. 1861 jest ich mniej, pochodzi stąd, że przedtem zabudowania z sobą w związku stojące osóbno wyliczano. Publicznych gmachów było 1861 r.: dla kultu 65, dla szkół 118, dla chorych i ubogich 60, dla władz rządowych 69, dla policyi miejscowej i urzędów gminnych 211, dla wojska 5. Posiadłości liczono w pow. 3517 z 242,489 morgami, tak ze na każdą posiadłość przypada przecięciowo 69 mr.

Dekanat malborski należał aż do roku 1821 do bisk. chełmińskiego, odtąd zaś należy do bisk. warmińskiego. Obejmuje zaś następujące parafie: 1) Fiszewo (420 komunikantów 1878 r., a 754 dusz r. 1868); 2) Gnojewo (230 kom. r. 1878, a 470 dusz r. 1868); 3) Königsdorf (310 kom. R .1878, a 774 dusz r. 1868); 4) Kończewice i Lisewo (filia) (670 kom. r. 1878 a 1059 dusz r. 1868); 5) Lasowice (569 kom. a 1210 dusz r. 1868); 6) Milenz z filią Alt-Münsterberg (344 kom. 1878, a 606 dusz r. 1878); 7) Malbork z następ. wsiami i osadami: Bäckermuhle, Dammfelde, Hejbudy, Hoppenbruch, zamek Kałdowo, przedmieście Kałdowo, Koźliczki wś, Koźliczki folw., Landmuhle, Rodlofferhuben, Sandhof, Stadtfelde i Vogelsang (3070 kom. r. 1878, a 4347 dusz r. 1868); 8) Mątwy (540 kom. r. 1878, a 927 dusz r. 1868); 9) Notzendorf (327 kom. r. 1878, a 778 dusz r. 1868); 10 Thiergart (460 kom. r. 1878, a 909 dusz r. 1868); 11) Pogorzała wś (727 kom. r. 1878, a 1195 dusz r. 1868). Do dekanatu sztumskiego należą 2 parafie: Dąbrówka niemiecka i Pozylia. Do dekanatu nowodworskiego (Tiegenhof): Boręty, Fürstenwerder, Ladekopp, Lichnowy, Marynowy, Nowa cerkiew, Nytych, Schöneberg, Tannsee i Tiegenhagen. Ewangelicy mają w pow. 26 parafiij: 1) Stare pole (660 dusz r. 1868), 2) Altmünsterberg (223), 3) Baarenhof (1722), 4) Boręty (308), 5) Fiszewo (1136), 6) Gnojewo (196), 7) Kaczynos(833), 8) Kończewice(445), 9) Ladekopp (920), 10) Lasowice (644), 11) Lichnowy (728), 12) Marynowy (584); 13) Malbork, do którego przyłączone są następ. osady: Bäckermühle, Dammfelde, Hoppenbruch, zamek Kałdowo, przedm. Kałdowo, Landmühle, Liebenthal, Lindenwald, Rodlofferhuben, Sandhof, Stadtfelde, Vogelsang (5997); 14)Nowa cerkiew (402),15) Nytych (1697), 16) Palczewo (229), 17) Pręgnowo (137), 18) Schadwalde (676), 19) Schöneberg (856), 20) Stalewo (1290), 21) Tannsee (540), 22) Thiensdorf (3206), 23) Nowydwór (4197), 24) Tiegenort (2302), 25) Pogorzała wieś (555), 26) Lichtfelde (699). Szkoły ewang. znajdowały się 1868 r. w 87 miejscach; katol. w 25; symultanne w 3. Stacyj pocztowych liczono 14, obecnie będzie ich pewnie więcej. (Ob. Statistische Mittheilungen über den Regierungsbezirk Danzig, v. Oelrichs. Danzig 1863; i Topografisch-statistisches Handbuch für den Reg. Bezirk Danzig, herausg. von d. Königl. Regierung (Danzig. 1869). W końcu jeszcze kilka słów o przebiegu kolonizacyi pow. malborskiego za czasów krzyżackich. Za rządów w. mistrza Karola Beffardt v. Trier (1312—1324) wystawił nad komtur Werner v. Orselen następujące przywileje lokacyjne: dla Nytyckiej wsi r. 1316, dla Lisewa 1317, dla Mirowa i Tannsee 1318 r. R 1321 zostały założone następ. wsie: Boręty, Lichnowy, Lichnówki, Lindenowo, Mielenz, Sojanowo, Marynowy, Ruckenau; za rządów w. mistrza Wernera v. Orselen (1325—30) zostały wystawione przywileje dla Petershagen i Staregopola; za czasów Luthra v. Braunschweig (1331—1335): Schoeneberg i Schoensee; Dytryk v. Altenburg (1335—1341) założył Kończewice, Gnojewo, Alt-weichsel (1338), Pogorzałą wieś i Szenwezę (1340); Ludwik König (1341—1346): Ladekopp (1341), Reichfelde i Baerwalde (1342), Palczewo i Bystrze (1344), Tugę (1345); Tusmer v. Arfberg (1346—1351): Schoenhorst i Orłowo (1349), Thiergart, Pręgnowo, Lasowice (1350), Nową cerkiew, Halbstadt i Dębinę (1351); Winryk v. Kniprode (1351—1382): Schadewalde (1352), Neumuensterberg i Fuerstenwerder (1352), Parchowo i Rozengart (1353), Nidowo (1356), Kaczynos (1367), Brodsack (1381); Konrad Zölner wreszcie (1382—1390) Mątwy. (Ob. Gesch. d. Kreises Marienburg von Eckardt. 1868, str. 19). Por. Kłosy z roku 1882, Tygodnik Powszechny z 1884. Kś. Frydrychowicz.

 

statystyka